Mucha tubowa
autor: Kuba Chruszczewski
Trudno by mi było dzisiaj przypomnieć sobie kiedy pierwszy raz eksperymentowałem z muchami tubowymi ( lub, jak kto woli, rurowymi), ale było to chyba około roku 92-93, na pewno na Słupi. Ponieważ problemy ze zdobyciem prawdziwych haków łososiowych jeszcze w tamtym czasie były udziałem wielu muszkarzy chcących zmierzyć się z trocią, postanowiłem coś na to zaradzić. Planując wypad na Słupię sporządziłem sobie zestaw muszek tubowych. Rurki do ich wykonania pochodziły – co dziś wspominam z rozrzewnieniem połączonym z niejakim zażenowaniem – z opróżnionych wkładów długopisowych, tych plastikowych ale i tych trudniejszych do zdobycia, mosiężnych. Nie będę się rozpisywał o tym, jakie kłopoty sprawia usunięcie tuszu długopisowego z palców i z odzieży, bo nie o tym dzisiaj miało być. W każdym razie początki łatwe nie były... Natomiast samo wykonanie prostej muszki tubowej okazało się stosunkowo prostym i wdzięcznym zajęciem. Całkiem niezłym i łatwo dostępnym urządzeniem do umocowania rury w imadle okazał się być duży, odpowiednio gruby hak pozbawiony uszka i grotu. Potem pojawiły się inne, bardziej wymyślne wynalazki, ale moim zdaniem nie one są najważniejsze, do dziś czasami posługuję się tym pierwszym patentem.
Dość szybko w czasie pierwszych prób z moimi „tubami” przekonałem się o ich kilku niezaprzeczalnych zaletach. Po pierwsze są stosunkowo tanie – jeżeli złamiesz na zaczepie grot, to zawsze możesz zmienić haczyk i łowić dalej na ulubiona muchę. I odwrotnie – wystrzępiona ( oczywiście przez rybę życia, która oczywiście się spięła!) mucha, nie nadaje się już do łowienia, ale na pocieszenie został nam przynajmniej haczyk. Mucha tubowa daje sporo możliwości konstrukcyjnych w zależności od warunków, w których przyjdzie nam łowić. Możemy wykonać dużą muchę na lekkiej, plastikowej rurce i uzbroić ją w stosunkowo niewielki haczyk ( piszę na razie tylko o haczykach, o innym uzbrojeniu będzie później ). Takiej samej wielkości mucha wykonana na długim haczyku nie najlepiej się sprawuje w holu, do tego jest ciężka. Możemy też robić muszki stosunkowo niewielkie, za to ciężkie – są dostępne rurki aluminiowe, mosiężne, a nawet wolframowe. Dalej – muchy tubowe można prawie dowolnie zestawiać w tandemy. Na przykład tylna mucha długa i lekka, z materiałów dobrze pracujących, przednia krótsza, ale za to ciężka. No i rzecz ostatnia, ale na pewno nie najmniej ważna – uzbrojenie. Krótki haczyk przy przegubowej konstrukcji – o tym już było. Ale możemy też zastosować haczyk podwójny, lub nawet potrójny ( oczywiście wszędzie tam, gdzie przepisy dopuszczają takie rozwiązania). Chwytność takiego uzbrojenia jest nie do przecenienia, zwłaszcza, gdy celem naszym są na przykład duże łososie, a łowić je akurat trzeba na małe, lub bardzo małe muchy. Miałem przyjemność pomagać pewnemu Norwegowi na rzece Orkli w holu łososia, który ważył ponad 11 kg, a zapięty był na niewielką tubkę uzbrojoną w podwójny haczyk nr 8. I wierzcie mi - prędzej złamałby kij, lub urwał przypon, niż uwolniłby się z pewnie wbitych w nożyczki dwóch grotów. Haczyk pojedynczy lub podwójny ustawiony grotem ( grotami) do góry) powoduje też, ze muszka będzie dużo mniej podatna na zaczepy.
Zachęcam bardzo do eksperymentów z tubowymi. Napełnienie pudełka dobrymi, własnoręcznie sporządzonymi przynętami, przy obecnej dostępności materiałów do ich wykonywania, to świetna zabawa.
Fot.1.
Duży haczyk z uciętym oczkiem i – dla bezpieczeństwa przy pracy nad muchą tubową – usuniętym grotem jest niezłym i prostym sposobem na umieszczenie rurki w imadle.

Fot.2.
Tutaj rurka zamocowana jest w imadle przy użyciu specjalnego przyrządu.
Do szerszej, bardziej miękkiej rurki plastikowej włożona jest druga, nieco cieńsza i sztywniejsza. Wkłada się ja do rurki szerszej na taką głębokość, aby możliwe było wciśnięcie w szerszą rurkę oczka haczyka.

Fot.3.
Mniej więcej na wysokości końca wewnętrznej rurki wykonujemy z pomarańczowego dubbingu końcówkę tułowia, w tym też miejscu mocujemy drucik na owijkę oraz pęczek włókien błyszczącego materiału w rodzaju crystal flash lub podobnego.

Fot.4.
Teraz kolejno wykonujemy pierwszą część tułowia wykorzystując około połowy rurki, a następnie zmieniamy nić na czarną i wykonujemy na 1/4 długości rurki grubszy odcinek tułowia z czarnego dubbingu o dłuższych włóknach. Tuż za tym miejscem przywiązujemy szyjne pióro koguta badger, barwionego na czerwono.

Fot.5.
Piórem badger wykonujemy jeżynkę typu pallmer, ale tylko na czarnej części tułowia. Wzmacniamy ją przeciwskrętnymi nawojami drutu. Po tej operacji wyczesujemy dubbing tak, aby jego włókna wymieszały się z promieniami jeżynki. Następnie tuż za pierwszą jeżynką wykonujemy drugą, tym razem z błękitnego piórka.

Fot.6.
Przystępujemy do wykonania kilkuwarstwowych skrzydełek. Przywiązujemy tuż za drugą jeżynka dwa pęczki sierści z ogona lisa polarnego – brązowy, a na nim pomarańczowy, trochę krótszy. Przywiązujemy je w tak zwanym rewersie, więc po przegięciu we właściwą stronę kolejność kolorów będzie odwrotna.

Fot.7.
Odcinamy zbyt długie końce sierści sterczące w lewo, zostawiając krótkie odcinki, które podeprą od dołu skrzydełka nadając im odpowiednie położenie. Z góry przywiązujemy nieco angel hair lub innego, bardzo miękkiego, błyszczącego syntetyku. Teraz przywiązujemy najdłuższe, czarne pasmo sierści, wchodząc na nie nicią wiodącą tak, aby nie docisnąć go za bardzo do pęczków sierści przywiązanych poprzednio. Taka operacja nadaje muszce kształt charakterystyczny dla łososiowych much wykonanych z sierści lisa i pozwala im żywo pracować pod wpływem prądu wody.

Fot.8.
Teraz wykonujemy ostatnią jeżynkę z czarnego, szyjnego pióra kury, a następnie przywiązujemy ramiona z piórek jungle cock. Zawiązujemy nić wiodącą finisherem.

Fot.9.
Zdejmujemy muszkę z trzpienia. Zabezpieczamy wiązanie nici wiodącej szybko schnącym klejem, a następnie wciskamy na główkę muchy conehead. Będzie on stanowił przeciwwagę dla uzbrojenia muchy. Docinamy wystający poza conehead odcinek rurki zostawiając około 1-2 mm. Teraz, trzymając muszkę pionowo, ostrożnie zatapiamy wystający kawałek rurki niebieską, chłodniejszą częścią płomienia zapalniczki gazowej.

Fot.10.
Gotowe, uzbrojone muchy.

Fot.11.






