Muchy łańcuszkowe
autor: Kuba Chruszczewski
W pierwszej części notatek opisujących mój warsztat krętacza omówiłem organizację stanowiska pracy, oraz podstawowe narzędzia do wykonywania sztucznych muszek. Nowe materiały, czy to naturalne, czy syntetyczne pojawiają się co jakiś czas. Natomiast jeżeli chodzi o konstrukcję sztucznej muchy, to można by odnieść wrażenie, że niewiele da się już wymyślić. Mucha wykonana na jednym, pojedynczym, haku to cały czas najczęściej stosowana konstrukcja. Tak zbudowana jest ogromna większość muszek mokrych, suchych, nimf i streamerów. Ale specyficzne warunki, metody połowu, czy też ryby stanowiące obiekt połowu często wymuszają stosowanie różnych innowacji. Muchy do połowu łososi, zwłaszcza te niewielkie, najczęściej wykonuje się na haczykach podwójnych lub - w przypadku przynęt bardzo małych – na potrójnych. Powszechnie do połowu salmonidów używa się much tubowych. Muchy tandemowe oraz intrudery mają swoje zalety, gdy chcemy użyć przynęty dużej i bardzo dużej, a jednocześnie niezbyt ciężkiej. Stosunkowo niedawno na warsztatach krętaczy pojawiły się tak zwane „articulated shank” –umożliwiające wykonanie ciekawie pracującej muchy o konstrukcji przegubowej. Mucha taka zbudowana jest na haczyku połączonym z odpowiednio uformowanym z drutu trzonku, stanowiącym jej przednią, lub – rzadziej - tylną część. Ten typ konstrukcji zainspirował amerykańskiego muszkarza i flytier’a, Blane Choclett’a. I oto mamy kolejną nowość – Game Changer Streamer. „Kręgosłup” muchy stanowi łańcuszek połączonych ze sobą kilku drucianych trzonków. Game Changer poprawnie wykonany i odpowiednio prowadzony ma niezwykłą akcję, jego ruchy w wodzie do złudzenia przypominają zachowanie osłabionej lub rannej rybki – a takie właśnie najczęściej są atakowane przez drapieżniki.
Zapraszam do imadła:
Muchę wielosegmentową możemy skomponować w bardzo wielu kombinacjach.

W imadle umieszczam pierwszy, najkrótszy segment. Nawijam nić wiodącą ( najlepiej podwójną). W rozdzielonej nici umieszczam dubbing, skręcam.

Nawijam dubbing na trzonek, kończę finiszerem.

Kolejny segment, trochę dłuższy, łączę z poprzednim.

Powtarzam operację nawijania dubbingu – może być w innym kolorze. Dokładnie wyczesuję ostrą szczoteczką. W ten sposób buduję korpus muchy z drucianych segmentów.

Każdy kolejny powinien być trochę dłuższy od poprzedniego, przeważnie jest ich 3-5.

Teraz w imadle umieszczam odpowiedniej wielkości hak. Przywiązuję do trzonka podwójnie złożoną plecionkę .

Przewlekam plecionkę przez oczko ostatniego elementu, mocuję plecionkę do haka bardzo solidnie, na zakładkę, zaklejając wiązanie.

Teraz na haku, jak uprzednio na drucianych segmentach, nawijam dubbing.

Strzygę całość, nadając muszce żądany profil.

Doklejam duże, wyraziste oczy, grzbiet przyciemniam wodoodpornym pisakiem.

Game Changer gotowy.

Bywa, że przednie uzbrojenie nie wystarcza. Czasami ryby, nawet duże, delikatnie skubiącprzynętę za ogonek. Wtedy do oczka pierwszego segmentu można doczepić dodatkowychak przy pomocy niewielkiej, ale mocnej agrafki.
Game Changer w kilku wariantach.
Trochę odmienny konstrukcyjnie rodzaj przynęty wielosegmentowej zszedł z mojego imadełka w ramach przygotowań do kwietniowej wyprawy na duńskie trocie. Bywa, że w tym czasie w wodach przybrzeżnych pojawiają się masowo duże morskie pierścienice – nereidy. Pojawiają się masowo w związku z rozrodem i w tym czasie stanowią główny pokarm troci morskich. Zainspirowany imitacją nereidy wykonaną przez Łukasza Ostafina, jednego z najlepszych znanych mi krętaczy, uzupełniwszy ją o pewne własne rozwiązania, ukręciłem takiego oto „robala”:
W imadle mocuję morski haczyk. Solidnie przywiązuję do niego podwójna plecionkę o długości około 15 cm. Na haczyku wykonuję prostą muszkę – chwościk i jeżynka z miękkiej sierści królika.
Teraz czas na wykonanie serii prostych muszek tubowych. Rurka założona na specjalną igłę, na rurkę nawlekam niewielki plastikowy cekin.
Przywiązuje nić wiodącą, wykonuję dubbing z miękkiej sierści z błyszczącym dodatkiem.

Takich muszek trzeba będzie zrobić kilka. Sierść na kolejnych powinna być coraz dłuższa.

Nawlekam muszki na plecionkę uwiązaną do haka, przedzielając je koralikami.

Tyle powinno wystarczyć.

Teraz mocno przywiązuję plecionkę do haka – powinien być o dwa numery większy od tylnego.

Na haku wykonuję muszkę metodą jak poprzednio. Dodaję ciężkie oczka.



Gotowa nereida.
Umieszczenie obciążenia z przodu powoduje, że odpowiednio poprowadzona mucha wykonuje wabiące, „robaczywe” ruchy.





